wtorek, 7 lipca 2015

Rozdział 1.

-Stacja Bełchatów!
Na ten komunikat zrywam się na nogi. Chwytam mój fioletowy plecak i wybiegam z wagonu. Od razu spotykam się z uderzającą falą zimna. Zima! Nie cierpię tej pory roku.  I co dalej? Obmyślam plan działania. W końcu decyduję się na telefon do wujka, Andrzeja. Uruchamiam swojego samsunga. Jest godzina 7;32. 21 nieodebranych połączeń, 37 wiadomości. Od rodziców, od siostry i od Niego. Bagatelizuję to i szukam w spisie numeru Andrzeja. Kiedy na niego trafiam naciskam zieloną słuchawkę. Pierwszy sygnał, drugi...

-Halo?
-Cześć wujku!
-Witaj Antosia.
- Mam do Ciebie sprawę. Tak się złożyło, że przejazdem jestem teraz w Bełchatowie i chciałabym Was odwiedzić, ale zapomniałam adresu. Czy mógłbyś mi go podać? - Nie sądziłam, że potrafię tak dobrze kłamać.
-A gdzie teraz jesteś?
-Na dworcu.
-Przyjadę. -Oznajmia, nie pozwalając mi nawet sprzeciwić si
ę jego decyzji.

Wychodzę przed budynek dworca i siadam na krawężniku. Spoglądam na moją skaleczoną rękę. Cholera, przydałaby się jakaś apteczka. Wyciągam z plecaka paczkę chusteczek i owijam jedną z nich swoją dłoń.
Nim si
ę spostrzegam obok mnie zatrzymuje się czarne audi.
- A pani do kogo?
Podnoszę wzrok i od razu kąciki moich ust unoszą się ku górze.
- Czekam na mojego łysiejącego, z setką zmarszczek na twarzy, i okularami na nosie, które nosi najzwyczajniej w świecie ze starości,  wujka. -Odpowiadam hamując swój śmiech.
- Ja Ci dam!- Andrzej kiwa na mnie swoim wskazującym palcem.
Wysiada z samochodu i podchodzi do mnie.
-Jak ja Cię dawno nie widziałem, wyrosłaś. -mówiąc to przytula si
ę do mnie mocno.
Andrzej to młodszy brat mojego ojca, ma 39 lat. Jak na to, że jest ode mnie 2 razy starszy to dobrze wygląda jak na swój wiek. To wysportowany , przystojny, zielonooki mężczyzna.

-To Twój bagaż? -pyta, patrząc na mnie podejrzliwie.
-Tak.- Odpowiadam, zgodnie z prawdą.

Andrzej chwyta mój fioletowy plecak i nakazuje mi gestem ręki wsiąść do samochodu. Mój bagaż kładzie na tylnym siedzeniu, a sam zajmuje miejsce kierowcy. Przekręca kluczyk i uruchamia swoje auto. Ja po raz kolejny zatapiam się w swoich myślach. Co teraz? Co powiesz wujkowi? Co z Twoim życiem? Co z Nim?
Z moich przemyśleń wyrywa mnie dzwoniący I phone 6 Andrzeja. Kątem oka spoglądam na wyświetlacz. To ojciec.. Spodziewałam się, że to nastąpi, ale nie, że aż w takim tempie. Wujek spogląda na wyświetlacz. Chwilę zastanawia się nad tym czy powinien odebrać, bo przecież prowadzi samochód, ale ostatecznie przeciągając zieloną słuchawkę odbiera telefon. Nie chcąc być wścibską próbuję uciec myślami od ich rozmowy. Nie wiem ile rozmawiają. Mija 10 minut. 15...

-Tośka, do cholery, mogłabyś mi wytłumaczyć o co tu chodzi?!- pyta Andrzej, rzucając swoim telefonem na karoserię audi, a następnie spoglądając to na drogę, to na mnie zbulwersowanymi oczyma.
-Po prostu, potrzebowałam wyrwać się z Krakowa. Mam już chyba 20 lat nie muszę się o wszystko pytać o zgodę rodziców. - jak najbardziej skutecznie próbuję przekonać Andrzeja do swoich racji.
- No tak, ale to nie powód by wychodzić w środku nocy, zostawiając w dodatku taką wiadomość! - jego wściekłość jest wręcz przerażająca.
-Dobra, nie potrzebuję byś mnie umoralniał. Możesz mnie tu wysadzić? Dam sobie radę sama. -staram się zachować kamienną twarz.
-Nie. - chwilę milczy, lecz potem już spokojniejszym tonem dodaje - zabieram Cię do siebie. Powiedziałem Twojemu ojcu, że zostaniesz u mnie do wakacji. Mają przywieść Twoje rzeczy w następny weekend. Mamy z Anią w domu dostateczną ilość pokoi. Zamieszkasz w jednym z nich. W zamian będziesz douczać Pawła z matematyki. W tym roku ma maturę, a Ty będziesz doskonałą korepetytorką. W końcu rok wstecz sama zdawałaś maturę, a najlepiej poszła Ci rozszerzona matematyka. 93% to powód do dumy, Kochana! Czy wszystko zrozumiałaś?
-Tak. -odpowiadam stanowczo. 

Resztę podróży odbywamy w całkowitej ciszy. W końcu dojeżdżamy do celu. Andrzej parkuje czarnym audi przed domem.
-Dziękuję..- wypowiadam te słowo tak cicho, że nie wiem czy nie odpowiada dla tego, że nie chce czy po prostu tego nie usłyszał. Chwytam za swój plecak i opuszczam pojazd. Spoglądam na budynek. Piękny, jednorodzinny dom. Na moje matematyczne oko jakieś 200 m2 z hakiem. Po chwili obok mnie zjawia się Andrzej. Wyciąga z kieszeni swoich jeansów klucze i otwiera zamek w drzwiach. Gestem ręki zaprasza mnie do środka. Rozglądam się po wnętrzu. Dom urządzony w nowoczesnym stylu.

-Ale tu piękn...-wyrywa mi się na głos.
-Ciii...Ania z Pawłem jeszcze śpią. -oznajmia mi szeptem Andrzej.
-Chodź za mną. -mówi do mnie wręcz bezdźwięcznie. Zgodnie z poleceniem kieruję się za nim po schodach na pierwsze piętro. Jest tu wiele pomieszczeń. Mężczyzna otwiera mi drzwi do jednego z nich.
-Tu będzie twój pokój. Łazienka pierwsze drzwi po lewej. Czyste ręczniki masz na półce. Zdrzemnij się. Na pewno jesteś zmęczona. Ja wychodzę do pracy. Jeżeli będziesz czegoś potrzebowała, dzwoń, jestem pod telefonem. -oznajmia i opuszcza pokój.

Próbuję zasnąć lecz bezskutecznie. Wyciągam z plecaka swojego samsunga. Uruchamiam go i wchodzę w galerię. Naciskam na pierwsze zdjęcie. Zdjęcie z Nim. Jak mogłam z Nim być. Oszukiwał mnie tyle czasu. Kiedy wychodziłam z domu on w najlepsze zabawiał się z moją siostrą! Moje niebieskie oczy momentalnie zaczynają mocno piec. Mrugam szybko kilka razy, a z moich oczu płyną pierwsze słone krople. Nie wahając się ani chwili dłużej zaczynam kasować wszystkie fotografie na których był On. Wszystkie, które przypominają mi o Jego istnieniu.
Po kolejnej, godzinnej rozterce nad swoim życiem, postanawiam wziąć ciepłą kąpiel. Wyciągam z plecaka czystą bieliznę, ubrania, kosmetyczkę i opuszczam moje tymczasowe lokum. Na palcach, jak najciszej potrafię, próbuję trafić do łazienki.
-Pierwsze drzwi po lewej, pierwsze drzwi po lewej..-przypominam sama sobie, gdzie powinnam szukać prysznica. W końcu odnajduję łazienkę. Kurczę. W tym domu można by się zgubić. Rozbieram się z brudnych ubrań, w ktorych spędziłam dzisiejszą noc. Skaleczoną rękę przemywam pod zimną wodą. Zdecydowanie potrzebny mi jest plaster. Chwytam ręczniki i kładę bliżej wanny. Czytam zapachy wszystkich wystawionych płynów do kąpieli. Ostatecznie decyduję się na wiśniowy. Kiedy do wanny nalała się dostateczna ilość wody, zakręcam kurki. Zanurzam się w wannie. Woda przyjemnie parzy moją skórę. Biorę do dłoni mydło i smaruję nim moje ciało. Kąpiele są takie kojące. Wzrokiem szukam szamponu do włosów. Kiedy ostatecznie go znajduję wyciskam go odrobinę na rękę i myję moje włosy. Spłukuję moje ciało z mydlin. Wychodzę z wanny i odkr
ęcam korek.  Włosy zawijam w ręcznik. I kiedy to samo chcę zrobić z moim ciałem, ktoś wchodzi do łazienki. 

-Ups, chyba pomyliłem pomieszczenia,ciągle gubię się w tym domu. Sorki. -przeprasza i wychodzi niezidentyfikowany jeszcze przeze mnie osobnik.

Moja twarz od razu staje się buraczkowa. Nie zamknęłaś drzwi, głupia. To nie jego wina. -usprawiedliwiam chłopaka, który przed chwilą znienacka wszedł do łazienki gdzie byłam. Kompletnie naga. Ubieram się w swoje ulubione, jeansowe spodnie i biały sweter. Wyciągam swoją czerwoną szczoteczkę i szoruję nią zęby. Swoje włosy rozczesuje grzebieniem z półki. Mam nadzieje, że właściciel nie będzie miał mi tego za złe.
Kiedy wychodzę z łazienki spotykam na swojej drodze Annę.

-Cześć ciociu, ja.. -próbuję wytłumaczyć swoją obecność w jej domu.
-Wszystko wiem, Andrzej mi wytłumaczył. Witaj, Kochana. -całuję mnie w czoło. -pójdę zrobić nam śniadanie. A i w salonie czeka na Ciebie Paweł. -mówiąc to, odchodzi.
__________________________________________________________________
 No i jest 1 rozdzial. Moge Wam tylko zdradzic, ze opowiadanie bedzie mialo wiele wspolnego (wbrew pozorom) z SIATKOWKA :)
A teraz milego czytania.
KOMENTUJCIE = MOTYWUJCIE ! :)
Buziaki, Madelajnn
facebook.com/madelajnn

czwartek, 2 lipca 2015

Koniec zawsze jest początkiem czegoś nowego...

          Ponury styczniowy dzień. Kolejna kłótnia. Z wszystkimi w koło. Począwszy od chłopaka na rodzicach kończąc. Mam już dość. Marzę by coś zmienić w swoim życiu. W swoim beznadziejnym życiu. Moja zapominalska siostra zostawia włączony komputer. Podchodzę, aby go wyłączyć. Nie wylogowała się z komunikatora internetowego. Mój wzrok przykuwa jej ostatnia rozmowa. Chwilę biję się z myślami, bo przecież tak nie można, nie wypada, to jej prywatność, ale moja ciekawość wygrywa. Upewniam się czy wyszła już z domu. Delikatnie zamykając drzwi siadam przed sprzętem. Zaczynam czytać. Każde słowo jest jak nóż wbijający  się w kręgosłup. Każde zdanie wywołuje większy ból. Z mojego lewego oka wypływa pojedyncza łza. I kolejna. I kolejna. I kolejna. Razem mogłyby chyba zapełnić tutejszy basen. Z wściekłością uderzam pięścią w blat biurka. Nie wierzę.  Ludzie, którym myślałam, że mogę bezgranicznie ufać okazali się bezdusznymi istotami. Mam ochotę zapaść się pod ziemie. Pospiesznym krokiem idę do swojego pokoju. Bez zawahania wyciągam z szafy swój fioletowy plecak. Pakuję do niego pierwsze lepsze ciuchy z komody. Nigdy nie przywiązywałam większej wagi do wyglądu. Zabieram swojego samsunga i portfel. Spoglądam na zdjęcie. Jestem tam szczęśliwa. Mój szeroki uśmiech spowodowany jest z pewnością wtulającą się we mnie czule męską postacią. Nie mogąc patrzeć na fotografie rzucam nią o podłogę z taką siłą, że kawałki szkła wbijają mi się w rękę. Krew niemalże od razu zaczyna wypływać z mojej dłoni. Opatrując ranę jednorazową chusteczką opuszczam swoje królestwo. Jest godzina dwudziesta-druga trzydzieści-dwie. Moi  rodzice już śpią. Obieram o swój kolejny cel kuchnię. Wyjmuję z szuflady małą, zieloną kartkę i długopis. Zostawiam domownikom krótką wiadomość:
Potrzebuje się stąd wyrwać. Nie szukajcie mnie. Dajcie mi spokój. Do kiedyś...
                                    Tosia.

          Przyklejam ów papier na lodówkę, swoim  ulubionym magnesem z krówką. Dostałam go w wieku 5 lat od starszego chłopca. Nie pamiętam dlaczego. Skupiam się na tym, aby w ciszy opuścić dom. Ubieram się ciepło i wychodzę. Jak na tą porę roku temperatura jest dosyć wysoka. Kieruję się na przystanek. Czekam na autobus. Będzie za 15 minut. Czas dłuży mi się w nieskończoność. Obok miejsca postoju odkąd pamiętam stoi mały, monopolowy sklep. Na całe szczęście jest jeszcze otwarty. Wchodzę do niego i świadoma tego co chcę zakupić, podchodzę do lady.

- Poproszę czerwone L&M i zapałki.
-To wszystko?
Twierdząco kiwam głową.
- Dwanaście złoty i pięćdziesiąt groszy.
  
        Wyciągam ze swojego skórzanego portfela należną kwotę, wręczam ekspedientce i opuszczam pomieszczenie. Idąc w stronę przystanku wyciągam z paczki papierosa i go odpalam. Zaciągam się pierwszy raz i zaczynam się dusić. Tak dawno nie paliłam. Zaciągam się drugi, trzeci i kolejny i kolejny raz afiszując się każdym buchem.  W końcu dostrzegam w ciemności czerwony pojazd. Widząc go, rzucam papierosa na chodnik i gaszę go swoim białym trampkiem. Wsiadam do pojazdu, kupuję bilet i zajmuję miejsce na tyłach autobusu. Podróż nim nie trwa długo. Wysiadam na przystanku z którego najbliżej do dworca głównego. Kroczę do budynku. Siadam na najbliższej ławce. I co teraz głupia? Dokąd pojedziesz? Karcę się  w myślach. Przede mną kiosk. Kupuję mapę Polski. Zamykam oczy i zataczając w powietrzu prze-różniste wzory palcem wybieram miejsce. Bełchatów. Chwilę rozmyślam. Bingo! Wyrywa mi się z ust. Kiedy byłam młodsza często tam bywałam. To właśnie tam mieszka brat mojego ojca. Podbiegam do kasy. Zakupuję odpowiedni bilet. Wracam do ławki. Zabieram swój bagaż i wzrokiem szukam tabliczki z napisem "toalety". W końcu moje oczy dostrzegają plastikowy prostokąt. Kieruję się zgodnie ze strzałką. Gdy jestem w tym pomieszczeniu pełnym luster podchodzę do jednej z porcelanowych umywalek. Pod zimną wodą przemywam ranę. Cholera, ciągle krwawi. Mimo to bagatelizuję sprawę i znów owijam rękę zwykłą chusteczką. Patrzę w lustro. Moja  zmęczona twarz od płaczu nie wygląda za dobrze. Moje niebieskie oczy są czerwone od litrów łez. Przeczesuję zdrową ręką swoje ciemnego-blond koloru włosy. Pociąg linii Wrocław-Łódź przyjedzie z 15 minutowym spóźnieniem na peron numer 2. Wyciągam z kieszeni swój telefon. Spoglądasz na wyświetlacz. Godzina 23;57. Kalkuluję w głowie pozostały czas do odjazdu. Mam jeszcze pół godziny. Opuszczam pomieszczenie w którym obecnie się znajduję .               
         Wracam z powrotem na tą samą ławkę na której siedziałam kilka chwil wcześniej. Rozglądam się po dworcu. Mimo późnej godziny osób tu jest bardzo dużo. Zastanawiam się dokąd tak pędzą. Dlaczego ten świat nie zatrzyma się choć na chwilę? Moją uwagę przykuwa 6-letnia rudowłosa dziewczynka. Tak słodko się uśmiecha w moim kierunku, że nie jesteś w stanie go nie odwzajemnić. Jak bardzo chciałabym być znów dzieckiem. Wrócić do tych cudownych, beztroskich czasów. Gdzie największym problemem był brak najnowszej zabawki. Tak bardzo brakuje mi tych chwil.
          Z nie 15, a 30 minutowym opóźnieniem nadjeżdża w końcu mój pociąg. Chwytam fioletowy plecak i wsiadam do wagonu. Zajmuję pierwsze wolne miejsce. Zmęczona wydarzeniami dnia od razu zasypiam..
_______________________________________________________________
 Cześć, witam i czołem!
Wstęp krótki, ale mam nadzieję, że treściwy.
Posty zamierzam dodawać 2 razy w tygodniu. Na razie nie wiem w jakie dokładnie dni.
Komentujcie, motywujcie. :)
Całuję, Madelajnn.
Jeśli chcecie być na bieżąco to zapraszam facebook.com/madelajnn