Ponury styczniowy dzień. Kolejna kłótnia. Z wszystkimi w koło. Począwszy od chłopaka na rodzicach kończąc. Mam już dość. Marzę by coś zmienić w swoim życiu. W swoim beznadziejnym życiu. Moja zapominalska siostra zostawia włączony komputer. Podchodzę, aby go wyłączyć. Nie wylogowała się z komunikatora internetowego. Mój wzrok przykuwa jej ostatnia rozmowa. Chwilę biję się z myślami, bo przecież tak nie można, nie wypada, to jej prywatność, ale moja ciekawość wygrywa. Upewniam się czy wyszła już z domu. Delikatnie zamykając drzwi siadam przed sprzętem. Zaczynam czytać. Każde słowo jest jak nóż wbijający się w kręgosłup. Każde zdanie wywołuje większy ból. Z mojego lewego oka wypływa pojedyncza łza. I kolejna. I kolejna. I kolejna. Razem mogłyby chyba zapełnić tutejszy basen. Z wściekłością uderzam pięścią w blat biurka. Nie wierzę. Ludzie, którym myślałam, że mogę bezgranicznie ufać okazali się bezdusznymi istotami. Mam ochotę zapaść się pod ziemie. Pospiesznym krokiem idę do swojego pokoju. Bez zawahania wyciągam z szafy swój fioletowy plecak. Pakuję do niego pierwsze lepsze ciuchy z komody. Nigdy nie przywiązywałam większej wagi do wyglądu. Zabieram swojego samsunga i portfel. Spoglądam na zdjęcie. Jestem tam szczęśliwa. Mój szeroki uśmiech spowodowany jest z pewnością wtulającą się we mnie czule męską postacią. Nie mogąc patrzeć na fotografie rzucam nią o podłogę z taką siłą, że kawałki szkła wbijają mi się w rękę. Krew niemalże od razu zaczyna wypływać z mojej dłoni. Opatrując ranę jednorazową chusteczką opuszczam swoje królestwo. Jest godzina dwudziesta-druga trzydzieści-dwie. Moi rodzice już śpią. Obieram o swój kolejny cel kuchnię. Wyjmuję z szuflady małą, zieloną kartkę i długopis. Zostawiam domownikom krótką wiadomość:
Potrzebuje się stąd wyrwać. Nie szukajcie mnie. Dajcie mi spokój. Do kiedyś...
Tosia.
Przyklejam ów papier na lodówkę, swoim ulubionym magnesem z krówką. Dostałam go w wieku 5 lat od starszego chłopca. Nie pamiętam dlaczego. Skupiam się na tym, aby w ciszy opuścić dom. Ubieram się ciepło i wychodzę. Jak na tą porę roku temperatura jest dosyć wysoka. Kieruję się na przystanek. Czekam na autobus. Będzie za 15 minut. Czas dłuży mi się w nieskończoność. Obok miejsca postoju odkąd pamiętam stoi mały, monopolowy sklep. Na całe szczęście jest jeszcze otwarty. Wchodzę do niego i świadoma tego co chcę zakupić, podchodzę do lady.
- Poproszę czerwone L&M i zapałki.
-To wszystko?
Twierdząco kiwam głową.
- Dwanaście złoty i pięćdziesiąt groszy.
Wyciągam ze swojego skórzanego portfela należną kwotę, wręczam ekspedientce i opuszczam pomieszczenie. Idąc w stronę przystanku wyciągam z paczki papierosa i go odpalam. Zaciągam się pierwszy raz i zaczynam się dusić. Tak dawno nie paliłam. Zaciągam się drugi, trzeci i kolejny i kolejny raz afiszując się każdym buchem. W końcu dostrzegam w ciemności czerwony pojazd. Widząc go, rzucam papierosa na chodnik i gaszę go swoim białym trampkiem. Wsiadam do pojazdu, kupuję bilet i zajmuję miejsce na tyłach autobusu. Podróż nim nie trwa długo. Wysiadam na przystanku z którego najbliżej do dworca głównego. Kroczę do budynku. Siadam na najbliższej ławce. I co teraz głupia? Dokąd pojedziesz? Karcę się w myślach. Przede mną kiosk. Kupuję mapę Polski. Zamykam oczy i zataczając w powietrzu prze-różniste wzory palcem wybieram miejsce. Bełchatów. Chwilę rozmyślam. Bingo! Wyrywa mi się z ust. Kiedy byłam młodsza często tam bywałam. To właśnie tam mieszka brat mojego ojca. Podbiegam do kasy. Zakupuję odpowiedni bilet. Wracam do ławki. Zabieram swój bagaż i wzrokiem szukam tabliczki z napisem "toalety". W końcu moje oczy dostrzegają plastikowy prostokąt. Kieruję się zgodnie ze strzałką. Gdy jestem w tym pomieszczeniu pełnym luster podchodzę do jednej z porcelanowych umywalek. Pod zimną wodą przemywam ranę. Cholera, ciągle krwawi. Mimo to bagatelizuję sprawę i znów owijam rękę zwykłą chusteczką. Patrzę w lustro. Moja zmęczona twarz od płaczu nie wygląda za dobrze. Moje niebieskie oczy są czerwone od litrów łez. Przeczesuję zdrową ręką swoje ciemnego-blond koloru włosy. Pociąg linii Wrocław-Łódź przyjedzie z 15 minutowym spóźnieniem na peron numer 2. Wyciągam z kieszeni swój telefon. Spoglądasz na wyświetlacz. Godzina 23;57. Kalkuluję w głowie pozostały czas do odjazdu. Mam jeszcze pół godziny. Opuszczam pomieszczenie w którym obecnie się znajduję .
Wracam z powrotem na tą samą ławkę na której siedziałam kilka chwil wcześniej. Rozglądam się po dworcu. Mimo późnej godziny osób tu jest bardzo dużo. Zastanawiam się dokąd tak pędzą. Dlaczego ten świat nie zatrzyma się choć na chwilę? Moją uwagę przykuwa 6-letnia rudowłosa dziewczynka. Tak słodko się uśmiecha w moim kierunku, że nie jesteś w stanie go nie odwzajemnić. Jak bardzo chciałabym być znów dzieckiem. Wrócić do tych cudownych, beztroskich czasów. Gdzie największym problemem był brak najnowszej zabawki. Tak bardzo brakuje mi tych chwil.
Z nie 15, a 30 minutowym opóźnieniem nadjeżdża w końcu mój pociąg. Chwytam fioletowy plecak i wsiadam do wagonu. Zajmuję pierwsze wolne miejsce. Zmęczona wydarzeniami dnia od razu zasypiam..
_______________________________________________________________
Cześć, witam i czołem!
Wstęp krótki, ale mam nadzieję, że treściwy.
Posty zamierzam dodawać 2 razy w tygodniu. Na razie nie wiem w jakie dokładnie dni.
Komentujcie, motywujcie. :)
Całuję, Madelajnn.
Jeśli chcecie być na bieżąco to zapraszam facebook.com/madelajnn
_______________________________________________________________
Cześć, witam i czołem!
Wstęp krótki, ale mam nadzieję, że treściwy.
Posty zamierzam dodawać 2 razy w tygodniu. Na razie nie wiem w jakie dokładnie dni.
Komentujcie, motywujcie. :)
Całuję, Madelajnn.
Jeśli chcecie być na bieżąco to zapraszam facebook.com/madelajnn
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz